Po dłuższych debatach i wielu wątpliwościach, w obliczu zaleceń i zdrowego rozsądku postanowiliśmy zrezygnować z realizacji tegorocznych Manewrów SKPT w tej formie i w tym terminie. Wpłacone wpisowe będziemy sukcesywnie zwracać na konta, z których dokonano przelewów. W tym momencie możemy Was zaprosić na Darżluba, który planowany jest tradycyjnie na grudzień.

Dawno, dawno temu, pewnego lutowego wieczoru, grupa zmęczonych wędrowców przedzierała się przez zasypane śniegiem Gorce. Grupa powoli zaczynała opadać z sił, wszyscy byli zdrowo przemarznięci – częste długie postoje przeznaczone na rozległe panoramki od prawa do lewa i lewa do prawa nie wpływały pozytywnie na ciepłotę i nastoje uczestników wycieczki. Śnieg był świeży i nieprzetarty, nogi coraz cięższe, a słońce właśnie zaczynało zachodzić. Nagle w oddali, na zboczu góry zajaśniało światełko, a blask nadziei również rozpromienił serca podróżników. Nie wiadomo gdzie ukrywane do tej pory siły, a może już po prostu desperacja, zamieniły ociężałe kroki w lekki kłus, zniechęcenie w radość – nastąpił szalony bieg w dół, tarzanie się po śniegu a wesołe okrzyki wypełniły całą dolinę. Za źródłem światełka stał mały domek, a w domku mieszkała stareńka babcia i maluteńki dziadek, którzy z gorącą zupą już oczekiwali od jakiegoś czasu przybycia wędrowców. Nie zwlekając długo, gdyż tak jak byli zmęczeni, tak też i byli głodni, zasiedli przy wielkim stole. Do tego dnia wszyscy uczestnicy pamiętnej kolacji zastanawiają się co dokładnie dalej się działo; czy to był efekt wycieńczenia i późniejszego rozluźnienia organizmu? Umiejętnego rozlewania zupy przez kolegę Tomka? Czy może babcia rzeczywiście dodała jakiegoś magicznego zioła do zupy? Wiadomo tylko, że została wtedy opowiedziana po raz pierwszy i niestety zarazem i ostatni "Historia o Bobrach i Puszczańskich Chłopcach", która wywoływała przez długie godziny wybuchy radości, ale sama jej treść uległa zatarciu, tak że legendą stała się sama okoliczność jej opowiedzenia.

SKPT wyznaję maksymę iż w górach zawsze należy chodzić swoim tempem. Co to oznacza w praktyce? Tempo marszu grupy ma być tak dopasowane, aby na podejściu nie robić nadmiernej ilości postojów na złapanie oddechu. Drogę do sukcesu wyraża przysłowie naszych wschodnich sąsiadów "langsam langsam aber sichersy", co przekładamy na rzeczywistość kursową wpajając iż najważniejszy jest systematyczny i spokojny krok oraz opanowanie syndromu przewodnika. Mamy nadzieję, że klubowe zasady udzielą się  uczestnikom trasy MT i wszystkie grupy bez zadyszki dotrą do mety.

Trasa Zaawansowana  nosi nazwę „Jarowanie wzdłużne”. Jak głosi kursancki słownik jest to poruszanie się jarem/wąwozem po jego dnie, zazwyczaj potokiem lub rzeczką. W górach czynność ta jest niezwykle niebezpieczna, bo przy obciążeniu plecakiem lub niedoświadczonej grupie łatwo o kontuzje. Z jarowaniem wzdłużnym często wiąże się także chaszczowanie, ponieważ trudno dostępne wąwozy lubią być porośnięte gęstą roślinnością. Samo określenie jest postrachem niedoświadczonych turystów. Królestwem jarów w naszym regionie jest niewątpliwie Wysoczyzna Elbląska. Czy organizator lub uczestnicy zafundują sobie jarowanie wzdłużne na Manewrach SKPT? Tego dowiecie się najpóźniej szukając tegorocznych punktów kontrolnych.

Panoramixa wszyscy znamy z bajek o Asterixie, a SKPT ma swojego Panoramixa - Rysia - mistrza kursanckich panoramek. Ileż to godzin spędziliśmy w mrozie lub upale na pięknych punktach widokowych z mapami i kompasami pod czujnym okiem naszego tutora. Nabywanie umiejętności opisywania panoram to ważny element kursu przewodnickiego. Nie mniej ważnym jest breja gotowana w kociołkach na ognisku w trakcie corocznych wyjazdów w Beskid Niski i Bieszczady. Po całym dniu ekscytującej wędrówki na szlakach nic nie smakuje tak jak samodzielnie spreparowana breja. Wyjątkowa receptura gwarantuje siłę, nie tylko aby móc toczyć zaciekłe boje z Rzymianami, ale również zapewnia niespożyte siły na kolejne dni wyprawy. P.S. Jak dotychczas żaden z kursantów nie wpadł do kotła więc, na naszego klubowego Obelixa nadal czekamy.

Nazwa Trasy Bardzo Trudnej - „Kursancki azymut” nawiązuje do wycieczek szkoleniowych organizowanych przez SKPT w ramach Kursu Przewodników Górskich. Odbywają się one w naszym regionie i służą ćwiczeniom w posługiwaniu się mapą oraz kompasem. Jednym z dość ważnych elementów jest „wykonywanie azymutów”, które przy pierwszych próbach nie muszą trafiać do celu. Czy na Trasie Bardzo Trudnej będzie podobnie? Tego dowiecie się już w nocy z 21 na 22 marca.

Niektórzy z Was mogą się zastanawiać skąd wzięły się nazwy tegorocznych tras. Nawiązują one do niejednej historii wziętej z życia SKPT, które jest tematem przewodnim tegorocznej edycji. W paru wpisach postaramy się Wam przybliżyć co kierowało budowniczymi przy ich wymyślaniu lub zaintrygować żeby dowiedzieć się tego już 21 marca.

Zaczniemy od Trasy Ekstremalnej, która nazwana została „Bieszczadzki Worek na lekko”...

Syndrom przewodnika to zjawisko polegające na nadzwyczajnym przypływie sił dotykającym osoby prowadzącej grupę. 
Przypływ ten skutkuje zwiększonym tempem marszu. Syndrom ten występuje najczęściej (ale nie tylko) wśród osób niemających dużego doświadczenia w prowadzeniu grupy, osobliwie wśród kursantów SKPT. Żywe są opowieści o tym jak to obecny kierownik IT (wtedy kursant Tomek) przyprawił obecnego kierownika tras (wtedy tutor Paweł) o zadyszkę w trakcie rekordowo szybkiego podejścia na Rotundę (Beskid Niski). 
O ile nie zgubi się (bądź nie "zajedzie się") grupy, syndrom ten można dobrze wykorzystać. Startując na Trasie Trudnej sprawdźcie czy dotyk kompasu i mapy wyzwoli w Was symptomy syndromu :)

Szanowni uczestnicy nocnych marszy SKPT,

Informujemy, że XLVI Manewry SKPT odbędą się 21/22 marca 2020.